W kwietniu 2016 r. wszedł w życie pierwszy w Polsce zakrojony na bardzo dużą skalę program polityki prorodzinnej. Program 500+ od początku budził ogromne emocje, szczególnie u krytyków. Powszechne świadczenie na drugie i kolejne dziecko miało doprowadzić do masowego porzucania pracy przez matki z biednych rodzin, przy okazji sprowadzając nad Wisłę katastrofę budżetową na miarę Grecji. Zamiast wzrostu dzietności mieliśmy mieć transfer środków do branży spirytusowej oraz sklepów monopolowych, gdyż niegodne zaufania polskie społeczeństwo miało wpaść w alkoholowy trans, mając do dyspozycji nieco więcej pieniędzy. Dwa lata to dobry okres, by dokonać pierwszych podsumowań, nawet jeśli nie wszystkie najświeższe dane są już dostępne. Po tych dwóch latach możemy już powiedzieć, że fobie dotyczące polskich dołów społecznych oraz katastroficzne wizje ekonomiczne się nie sprawdziły. Polki nie zaczęły masowo rezygnować z pracy, sytuacja budżetowa jest dużo lepsza niż jeszcze kilka lat temu, a liczba urodzeń nareszcie zaczęła wzrastać. Po pierwszych dwóch latach działania programu 500+ możemy już wstępnie powiedzieć, że jego wprowadzenie było słuszną decyzją.

Polki chcą pracować i pracują

Najczęstszym zarzutem, który stawia się programowi 500+, jest spadek aktywności zawodowej kobiet z mniej zamożnych rodzin. W lutym tego roku mieliśmy kolejny wysyp tekstów wskazujących właśnie na takie zjawisko. Komentatorzy wskazywali m.in. na nowe dane GUS-u, według których aktywność zawodowa kobiet powyżej 14. roku życia spadła z 48,6 proc. w 2015 r. do 48 proc. w 2017 r. Ogólny wskaźnik aktywności zawodowej spadł w tym czasie z 56,5 proc. do 56,2 proc. Po pierwsze, to jednak minimalny spadek, po drugie, aktywność zawodową dużo lepiej badać wśród osób w wieku produkcyjnym. W grupie osób powyżej 14. roku życia mamy przecież zarówno uczniów, jak i emerytów. Wśród osób w wieku produkcyjnym (18–59/64 lata) aktywność zawodowa między 2015 a 2017 r. już wyraźnie się zwiększyła – z 74,8 proc. do 75,9 proc. Dla samych kobiet w wieku produkcyjnym aktywność zawodowa wzrosła z 70,8 proc. w III kwartale 2016 r. do 71,1 proc. w III kwartale 2017 r. Poza tym od samej aktywności zawodowej ważniejsza jest stopa zatrudnienia – w końcu istotne jest, żeby Polki nie tylko były gotowe do pracy, ale jeszcze by rzeczywiście ją miały.

W latach 2015–2017 odsetek zatrudnionych kobiet w wieku 15 lat i starszych wzrósł z 45,2 proc. do 45,8 proc. A wśród kobiet w wieku produkcyjnym zatrudnienie wzrosło z 66,2 proc. w III kw. 2016 r. do 67,4 proc. w III kw. 2017 r. Widać więc wyraźnie, że program 500+ wbrew panicznym głosom przeciwników nie zdemolował polskiego rynku pracy – zatrudnienie kobiet w wieku produkcyjnym stabilnie rośnie i obecnie oscyluje wokół najwyższych poziomów w historii.

Przełamanie trendu

Podstawowymi wskaźnikami, z których powinniśmy rozliczać świadczenie prorodzinne, są oczywiście liczba urodzeń oraz współczynnik dzietności. W roku 2015 urodziło się w Polsce 369 tys. żywych dzieci i co gorsza trend był spadkowy. W 2016 r. zanotowaliśmy jednak pierwsze przełamanie tego złego trendu i wzrost liczby urodzeń do 385 tys. W 2017 r. mieliśmy do czynienia z kolejnym wzrostem liczby narodzin, tym razem do 403 tys. To oznacza, że pierwszy raz w obecnej dekadzie w Polsce urodziło się ponad 400 tys. dzieci – ostatni raz tę „magiczną barierę” przebiliśmy w 2010 r.

Tak więc w latach 2015–2017 nastąpił niemal 10-proc. wzrost liczby urodzeń w Polsce. Nie mamy jeszcze danych Eurostatu o współczynniku dzietności za 2017 r., jednak w 2016 r. wzrósł on nad Wisłą z 1,32 do 1,39. Wydawałoby się, że to kosmetyczna zmiana, ale pozwoliła nam na duży skok w rankingu dzietności w UE. W 2015 r. byliśmy pod tym względem przedostatni w UE, wyprzedzając jedynie Portugalię. W 2016 r. wyprzedziliśmy dodatkowo Hiszpanię, Włochy, Cypr, Maltę i Grecję. Utrzymujący się wzrost liczby urodzeń sprawi najprawdopodobniej, że polski współczynnik dzietności przebije granicę 1,4 i wyprzedzimy kilka kolejnych krajów.

Grecji nie będzie

Kolejna nietrafiona prognoza przeciwników 500+ to stan polskich finansów publicznych. Wart ponad 20  mld zł program nie tylko nie doprowadził do załamania budżetu naszego kraju, ale po dwóch latach jego stan jest jednym z najlepszych w historii. W 2017 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 1,5 proc. PKB, był więc najniższy co najmniej od czasu naszego wejścia do UE. W 2015 r., czyli w ostatnim roku bez 500+, deficyt wyniósł 2,6 proc. PKB. Dzięki wysokiemu wzrostowi gospodarczemu wyraźnie spadł też nasz dług publiczny w odniesieniu do PKB. W 2017 r. wyniósł 50,6 proc. PKB, tymczasem dwa lata wcześniej był na poziomie 51,1 proc. PKB. Średnia unijna to ok. 83 proc. PKB, co oznacza, że mamy jedne z najzdrowszych finansów publicznych w Europie. Z tej perspektywy doskonale widać, jak niepoważne były głosy wieszczące „drugą Grecję”, do której rzekomo miałoby doprowadzić 500+.

No dobrze, to może chociaż jedna rzecz się sprawdziła i Polacy przepijają wsparcie na dzieci? Też nie bardzo – a raczej bardzo nie. Definicja przepijania 500+, jaką podał prof. Szarfenberg na swoim profilu na Facebooku, to wydawanie na alkohol miesięcznie kwoty większej, niż uzyskuje się z 500+. Profesor podał od razu wyniki badania na 4 tys. rodzin, które przeprowadził GUS. Okazuje się, że wśród przebadanych aż 88 proc. rodzin wydawało na alkohol mniej niż jedna piąta wsparcia uzyskiwanego z 500+. Więcej niż połowę kwoty otrzymywanej z programu na alkohol przeznaczało zaledwie… 1,5 proc. przebadanych rodzin.

Tracą firmy pożyczkowe

Nie należy też zapominać, że program 500+ pozytywnie wpłynął na dobrobyt rodzin w wielu różnych aspektach. Nie mamy jeszcze najnowszych danych dotyczących ubóstwa czy dochodów gospodarstw domowych za 2017 r. Dane za 2016 r. pokazały m.in. bardzo duży spadek skrajnego ubóstwa z 6,5 proc. do 4,9 proc., a więc o jedną czwartą. Ale są inne świeże dane – np. o ponad połowę spadł odsetek gospodarstw domowych żyjących w bardzo złych warunkach sanitarnych. W 2015 r. wskaźnik ten wynosił 11,2 proc., tymczasem w ubiegłym roku już tylko 4,9 proc. Spadł też odsetek rodzin nieposiadających samochodu z powodów finansowych. Poprawia się sytuacja Polaków, którzy wzięli mikropożyczki. W roku 2015 zalegający z pożyczkami do 5 tys. zł stanowili 52 proc. rejestru dłużników BIG InfoMonitor, tymczasem w 2017 r. już tylko 46 proc. Według badania Instytutu ARC 29 proc. pytanych dzięki 500+ uniknęło konieczności wzięcia pożyczki w banku, a 27 proc. w innej instytucji pożyczkowej.

Oczywiście to wszystko jest także zasługą wzrostu płac, który jednak też jest napędzany przez program 500+, który wzmocnił pozycję przetargową pracowników. Widać to po dynamice wzrostu kosztów pracy w Polsce – do czasu wprowadzenia programu rosły one w tempie ok. 3 proc. (na początku 2016 r. dokładnie 3,1 proc.). Jednak od III kw. 2016 r. nagle zaczęły rosnąć dużo szybciej – najpierw w tempie 4,7 proc., jednak już w IV kw. 2016 r. wzrosły o 7 proc. W II kw. 2017 r. rosły już w tempie 8,5 proc., a w IV kw. 2017 r. 6,5 proc.

Reasumując, zamiast załamania aktywności zawodowej i katastrofy budżetowej mamy stabilny wzrost zatrudnienia, bardzo dobrą sytuację budżetową, no i przede wszystkim wyraźny wzrost liczby urodzeń połączony z polepszeniem się standardu życia gospodarstw domowych. Nic więc dziwnego, że nawet wielu przeciwników obecnej władzy przyznaje, iż akurat  program 500+ to był celny strzał.

źródło: niezależna.pl/piotr wójcik