Niby nic takiego, ale po prostu Rafał Trzaskowski przypomniał społeczeństwu, jaka jest Platforma Obywatelska. Najpierw zabrał ludziom bonifikaty na wykup mieszkań, nie poradził sobie z gospodarką śmieciową oraz nie wykluczył podwyżek cen biletów, a potem natychmiast spróbował przykryć swoje działania tematami światopoglądowymi. Na tym tle POKO ma wiele do zaoferowania w Warszawie, bo do ekipy dołączyła Agata Diduszko, słynna z tego, że ma męża, który zginął od PiS-owskich siepaczy, a następnie zmartwychwstał. Nowo upieczona radna zaatakowała pomysł zaproszenia na Wigilię księdza, uznając, że w ramach świeckiego państwa Święta Bożego Narodzenia powinny być oddzielone od Kościoła. Sam Trzaskowski w tym czasie postawił na tramwaje różnorodności. Na szczęście chyba ludzie już przestali emocjonować się takimi wrzutkami, a dyskurs publiczny nie jest tak zabetonowany jak w czasach, gdy rządziła koalicja PO-PSL. Politycy Prawa i Sprawiedliwości z działań Trzaskowskiego ucieszyli się jednak tak, jakby Święty Mikołaj przyszedł do nich o dwa tygodnie wcześniej i podarował im wehikuł czasu, dzięki któremu mogą oni przypomnieć Polakom, jacy są politycy Platformy. Dziś nikt nie może spokojnie zapewniać, że wszystkie programy wprowadzone przez PiS zostaną utrzymane i czy przypadkiem w dwa miesiące po wygranych przez siebie wyborach politycy PO nie powiedzą, że trzeba umieć „realistycznie ocenić budżet i podejmować odważne decyzje”. Realne stanie się więc pytanie: czy przyszłe święta będą dostatnie dla rodzin, które w 2015 r. były skazane na ubóstwo? I będzie to kluczowe pytanie 2019 r.

źródło: niezalezna.pl/jacek liziniewicz