logo

Akcja, wydarzenie, plakat

Robert_Adamski_baner

Piosenka tygodnia

Rysowane prawą ręką

Stalinowski kat Polaków

2018-04-09 19:59

sokolskaOdkąd możemy otwarcie mówić o stalinowskich wykonawcach makabrycznej zbrodni na polskich jeńcach wojennych, z każdym rokiem poznajemy coraz więcej faktów  z nią związanych, pomimo stałego oporu Moskwy w udostępnianiu archiwów do badań historycznych. Trudno się dziwić, wszak każdy morderca zaciera ślady zbrodni, a Rosja, jak mało który kraj ma ich wiele do ukrycia. Setki wykonawców  egzekucji, uczestniczących w zorganizowanej machinie śmierci NKWD nigdy  nie zostało ukaranych. Na grobie Wasilija Błochina, największego zabójcy świata, jak określają go historycy, do dzisiaj pojawiają się świeże kwiaty.

   Wasilij Błochin, przepojony komunistycznym fanatyzmem, sadystyczny psychopata, tzw. cyngiel Stalina był specjalistą do likwidacji wrogów klasowych. Codziennie zabijał i przez 29 lat rozstrzelał własnoręcznie 10-15 tysięcy osób. Błochin  przybył  do  zarządu NKWD w obwodzie kalinińskim wiosną 1940 roku, stojąc na czele grupy zawodowych morderców, czyli funkcjonariuszy policji politycznej sowieckiej Rosji. Ich zadaniem było przeprowadzenie fizycznej eksterminacji naszych żołnierzy wziętych do niewoli po napaści komunistycznej Rosji na Polskę 17 września 1939 roku. Wyrokiem śmierci była decyzja przywódcy Związku Sowieckiego – Polacy mają być w tajemnicy bezwarunkowo wymordowani, tak jak wcześniej ok. 250 tysięczna społeczność polska, zamieszkała na terenie Białorusi i Ukrainy, bo byli Polakami. Nasi żołnierze  i oficerowie oraz inni przedstawiciele inteligencji,  w  liczbie 22 tysięcy przetrzymywani byli jako jeńcy.

    W Kalininie  Błochin utworzył egzekucyjną „grupę operacyjną” i sam opracował cały bestialski przebieg operacji . Konwoje polskich jeńców były doprowadzane piechotą po lodzie jeziora Seliger do miejscowości Tupik (dziś Spławucziastok) i do stacji kolejowej Soroga. Potem pociągiem , nieludzko stłoczonych jeńców przewożono do Kalinina (dziś Twer) i umieszczano ich w budynku NKWD (obecnie mieści się w nim Twerski Instytut Medyczny). Korytarze budynku i pomieszczenie egzekucyjne uszczelniono filcem z wielbłądziej wełny, w celu wygłuszenia huku wystrzałów , aby jeńcy do końca nie byli świadomi swego losu i nie stawiali oporu. Błochin zawsze zakładał „do pracy” skórzany brązowy fartuch, długie skórzane rękawice i brązową skórzaną czapkę. Jego wygląd robił wrażenie nawet na towarzyszach  „po fachu”. Jeden z nich zeznał w prokuraturze w 1991roku „…zobaczyłem cały ten koszmar … zobaczyłem kata”.

   Egzekucje rozpoczynały się późnym wieczorem. Pierwszej nocy Błochin i jego ludzie rozstrzelali 343 osoby, kolejne noce po 250 osób, bo powyżej tej liczby oprawcy byli niewypoczęci. Jak mówił jeden z egzekutorów „… co by nie mówić ta praca nie należała do lekkich. Tak bardzo byliśmy zmęczeni, że ledwo staliśmy na nogach…Oczywiście wódkę piliśmy do utraty przytomności. A myliśmy się wodą kolońską, do pasa. Inaczej nie dało się pozbyć zapachu krwi i prochu. Nawet psy na nasz widok uciekały…”.

   Skazani przed wejściem na egzekucję zatrzymywali się przed popiersiem Lenina, podawali swoje dane osobowe, nie wiedząc, że za chwilę czeka ich śmierć. Błochin po wielu latach zabijania, miał nawet opracowany do perfekcji kąt strzału. Złe ustawienie pistoletu powodowało wylew ponad 1 litra krwi. Po strzale w tył głowy, ciała  ofiar były wynoszone przez drugie drzwi, pakowane na ciężarówki i przewożone do zbiorowej mogiły. Tamtej wiosny 1940 roku z 22 tysięcy rozstrzelanych  Polaków,  6311 jeńców  poniosło śmierć w Kalininie.  W masowych grobach odkrytych  w Katyniu w 1943 roku , wszystkie ofiary miały ślady strzałów  w głowę , metodą  kata Błochina.

    Za udział w egzekucjach 125 osób zaangażowanych w zbrodnię otrzymało nagrody pieniężne, a Błochin z każdym rokiem piął się w górę, otrzymując wiele  najważniejszych w ZSRR odznaczeń państwowych i nagrody rzeczowe, m.in. samochód , złoty zegarek, mausera. Za udział w tym niewątpliwym ludobójstwie nigdy nie został formalnie oskarżony, chociaż wielokrotnie go przesłuchiwano, stwierdzono, że tylko wykonywał rozkazy. Jedyna karą, jaką otrzymał było pozbawienie go stopnia generalskiego i części bardzo wysokiej emerytury z KGB. Zmarł prawdopodobnie na zawał serca w swojej pięknej willi 3 lutego 1955 roku.

   Ta potworna zbrodnia, o której świat miał się nigdy nie dowiedzieć, o której w Polsce możemy mówić otwarcie dopiero po 1989 roku, wciąż nie jest uznana za ludobójstwo. To zbrodnia, która zniszczyła najważniejszą tkankę naszego państwa, polską inteligencję, a taka tkanka odbudowuje się w ciągu wielu pokoleń. To zbrodnia, która pozostawiła ogromną ranę w sercach wielu Polaków, rana, która wciąż krwawi. Krwawiła, kiedy rodziny zamordowanych nie mogły stanąć przy ich grobach i były szykanowane, krwawiła także wtedy, gdy  ginęli ci, którzy mieli odwagę o tym mówić. Krwawiła na nowo, gdy polski prezydent z postpeerelowskim rodowodem,  Aleksander Kwaśniewski kompletnie pijany zataczał się nad grobami pomordowanych  w Charkowie.

    Od 10 kwietnia 2010 roku ta bolesna rana krwawi jeszcze bardziej. Po raz  pierwszy polski prezydent Lech Kaczyński, w tym dniu miał uczestniczyć w Katyniu w uroczystościach upamiętniających wszystkie ofiary zbrodni. Towarzyszyła mu małżonka Maria Kaczyńska, inni przedstawiciele polskiej elity. Wszyscy zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, katastrofie, której przyczyn do dzisiaj nie znamy. Być może nie poznamy ich nigdy, bo ówczesny premier Donald Tusk przekazał śledztwo w ręce Rosjan, którzy tak jak w przypadku zbrodni katyńskiej najchętniej zatarliby ślady tej katastrofy, a tych którzy zginęli wrzuciliby do bezimiennych grobów. Częściowo tak się stało zważywszy na to, jak traktowano ciała ofiar i zamieniano trumny, a do głównego dowodu, wraku samolotu, po ośmiu latach wciąż nie mamy dostępu.

   Ewa Sokólska

Akcja, wydarzenie, plakat

ulotka_02

Z drugiego obiegu

Lektury Płońskiej Prawicy

Maleo_Urodzony_popr
fd67891b2879da9ec6c4e952b122

Okiem Mema