logo

Akcja, wydarzenie, plakat

37019801_2092810750961719_7281440111982542848_n

Piosenka tygodnia

Rysowane prawą ręką

Modlitwa z łopatą w dłoni

2018-04-09 19:57

423274_SRdY_531c0b3d4184a5621d940ac8cc6a_82Mówią o nich: nieformalni kapelani Łączki. Oni sami – skromnie: trzeba było i pracować, i modlić się.

Łączka to coś więcej niż cmentarz i miejsce, gdzie grzebano polskich bohaterów – mówią zgodnie dwaj księża wolontariusze, Tomasz Trzaska i Robert Szulencki, którzy na ostatnim etapie prac pomagali przy ekshumacjach ekipie prof. Krzysztofa Szwagrzyka. – Przyszliśmy pracować fizycznie i przesialiśmy góry ziemi. Okazało się jednak, jak ważna i potrzebna była tam ciągła modlitwa. Potrzebowali jej zarówno inni wolontariusze, jak i… ofiary.

Miejsce, które wciąga

Ksiądz Tomasz Trzaska jest zastępcą dyrektora Radia Nadzieja w Łomży. Pochodzi z Wyszkowa. Na co dzień zajmuje się również profilaktyką uzależnień i towarzyszy harcerzom. – Harcerstwo i atmosfera patriotyczna w domu sprawiły, że zawsze tematy związane z historią Polski były mi bliskie. Dlatego od początku prac ekshumacyjnych na kwaterze „Ł” warszawskich Powązek byłem tam myślami. Interesowałem się tym. Starałem się poruszać sprawy związane z Łączką w radiu. Mówiliśmy też często o żołnierzach wyklętych, zapraszaliśmy osoby związane z pracą na Łączce. W pewnym momencie jednak poczułem, że mówić to za mało.

Na Łączkę ks. Tomasz pojechał najpierw z mikrofonem i kamerą. By zobaczyć, dotknąć, poczuć. – I tak naprawdę dopiero na miejscu, gdy zobaczyłem pracujących ludzi, ich wielkie zaangażowanie, skupienie, wielką w tym mądrość, zrozumiałem, jakim fenomenem i świętym miejscem jest Łączka. Wtedy, na ostatnim etapie prac ekshumacyjnych, istniała ogromna potrzeba pomocy i właściwie każda para rąk wolontariuszy była przydatna.

Po raz pierwszy ks. Tomasz odwiedził Łączkę jesienią 2016 roku. Skończyły się wtedy ekshumacje jam grobowych niezniszczonych przez ciężki sprzęt w latach 80. ub. wieku. Kończyły się też ekshumacje osób, które zostały pochowane na zniszczonych grobach bohaterów prawie 40 lat temu. Na początku 2017 r. rozpoczął się etap ostatni i najtrudniejszy. Pracownicy IPN musieli zmierzyć się z poszukiwaniem rozczłonkowanych szczątków na różnych głębokościach, w przeróżnych miejscach. Każdy metr sześcienny ziemi musiał więc być pieczołowicie przesiewany przez sito, by nie pominąć ani jednej, najmniejszej nawet kosteczki. – Czułem, że dziennikarskie relacje i odwiedzanie Łączki to za mało. Postanowiłem wziąć łopatę w swoje ręce. Po prostu zacząłem pracować fizycznie. I obserwowałem jednocześnie to, co działo się na Łączce. Jako dziennikarz widziałem pięknych ludzi, poznawałem wstrząsające i wzruszające historie o bohaterstwie niezłomnych. Jako ksiądz bardzo szybko zauważyłem, jak ważna jest tam modlitwa…

Księża podkreślają, że podczas codziennej, zwykłej, żmudnej pracy wolontariuszy z ruchu warg łatwo było odczytać i niemal słychać było unoszące się nad Łączką ciche, osobiste: „Zdrowaś, Maryjo”…

Ziemia łaknąca modlitwy

Ksiądz Robert Szulencki pochodzi z Małkini Górnej, a pracuje w łomżyńskim „Głosie Katolickim”. Jest też instruktorem ZHP, na co dzień pracuje z młodzieżą. – O Łączce dowiedziałem się od ks. Tomasza Trzaski, który wcześniej zaangażował się w prowadzone tam prace. Dołączyłem po jakimś czasie, ale… moja pierwsza wizyta była szczególna: po raz pierwszy jako wolontariusze i księża modliliśmy się nad wydobytymi szczątkami. Tej modlitwy nie zapomnę do końca życia.

Ksiądz Tomasz Trzaska: – Któregoś razu prof. Krzysztof Szwagrzyk stwierdził, że przecież na Łączce pracują księża, więc warto pomodlić się nad jamami grobowymi, nad szczątkami. Z ziemi wydobywaliśmy wtedy wiele kości.

Księża byli tylko pośrednio przygotowani. – Miałem w samochodzie, na parkingu cmentarnym, stułę – mówi ks. Robert.

– I mieliśmy kapłańskie ręce – dodaje ks. Tomasz. – Poświęciliśmy zwykłą wodę mineralną, zrobiliśmy kropidło z gałązek. Modliliśmy się i święciliśmy ziemię. A z nami modlili się wolontariusze i obecni na cmentarzu…

Mariusz Doromoniec jest wolontariuszem Łączki. Pracował tu niemal codziennie. – Gdy poznałem ks. Tomasza, pomyślałem sobie, że to świetnie: księża są tu potrzebni. Jednak sądziłem, że dość szybko przejdzie mu zainteresowanie. I jak wielu wolontariuszy po prostu zniknie po krótkim czasie. Ale było inaczej. Najpierw ks. Tomasz, a potem ks. Robert zaangażowali się w Łączkę. Praca fizyczna to jedno. Ale nigdy nie zapomnę klęczącego kapłana, rozmodlonego, w grobowej jamie. To dało i nam, innym wolontariuszom, prawidłową perspektywę naszego działania…

Po modlitwie księża wrócili do pracy fizycznej. Ale ta już szła inaczej… – Potem nadal przesiewaliśmy ziemię, taczkami przewoziliśmy przesianą w miejsca ustronne, by się nie mieszała z jeszcze nie przebadaną. Ale uświadomiłem sobie, jak wielka była tam potrzeba modlitwy. Przecież gdy ich wrzucali do grobów, ziemia nie była nawet poświęcona, była natomiast przesiąknięta ich krwią i nienawiścią, pogardą oprawców… – rozmyśla ks. Tomasz.

A ks. Robert zwraca uwagę, że przecież dla kapłana modlitwa na cmentarzu nie jest czymś wyjątkowym: taka posługa to niemal codzienność. Jednak gdy modli się nad tymi, którym strzelono w czaszkę, wrzucono do jamy grobowej i przysypano byle jak ziemią, modlitwa staje się rodzajem łączności i z Bogiem, i z tymi ludźmi, odnajdywanymi kość po kości na Łączce. – Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś obcy ronił łzy nad kośćmi nieznanych sobie ludzi. I żeby z taką ufnością i wiarą modlono się nad szczątkami, które do momentu identyfikacji nie mają nawet imienia i nazwiska – ks. Robert pokazuje zdjęcie, na którym widać, jak święci ziemię. – To jest taki kapłański paradoks i powołanie: przyjechałem tam bez pantofelków i koszuli z mankiecikiem, do ciężkiej, fizycznej pracy. A na miejscu okazało się, że ludzie potrzebują i wspólnego „Ojcze nasz”, i „Wieczny odpoczynek”. Potrzebują kapłana.

– To prawda, była taka potrzeba. Do dziś o obu księżach mówimy między sobą: nieformalni kapelani Łączki – dodaje Mariusz Doromoniec.

Odnaleziony bohater

W miarę możliwości księża wracali na Łączkę regularnie. Pracować, modlić się, rozmawiać z wolontariuszami. – Rozmawiałem wielokrotnie z osobami z całej Polski. I wszyscy są zgodni, że to miejsce przywoływało, chciało się tam wrócić, dać coś z siebie, żeby odkopywać prawdę – opowiada ks. Tomasz. – Na pierwszy rzut oka rozkopana Łączka wyglądała jak plac budowy. Ale to naprawdę plac uświęcony: modlitwą, krwią, cierpieniem. Myślę, że bez tej wiary, głębokiej wiary, przebadanie każdego centymetra sześciennego ziemi – na głębokość kilku metrów – nie byłoby możliwe.

Na początku lutego w Pałacu Prezydenckim IPN nadał kolejne noty identyfikacyjne odnalezionym bohaterom, ofiarom UB. Niektórzy odnalezieni zostali właśnie na Łączce. Wśród zidentyfikowanych był Jan Kmiołek. Notę identyfikacyjną odebrała wzruszona rodzina. Na uroczystościach obecni byli ks. Robert i ks. Tomasz. Dla tego ostatniego postać Jana Kmiołka stała się bliska już wcześniej. – Jan Kmiołek pochodził spod Wyszkowa, z moich stron. Był żołnierzem ZWZ-AK, łącznikiem z organizacją niepodległościową na terenach wcielonych do Rzeszy i w Generalnym Gubernatorstwie w obwodzie Pułtusk. Po wojnie nie pogodził się z tym, że władzę w kraju przejęli komuniści, więc kontynuował działalność konspiracyjną. Wsławił się ogromną odwagą, bohaterstwem, kochał ojczyznę. Został bestialsko zamordowany przez UB w 1952 r., a jego szczątki odnaleziono na Łączce w maju 2017 r., czyli wtedy, gdy pracowałem tam jako wolontariusz.

Rodzina Jana Kmiołka jest szczęśliwa, że ekipa prof. Szwagrzyka odnalazła ich bliskiego. – Oni czuli, wiedzieli i wierzyli, że Jan się odnajdzie. A chociaż obecnie nie należy już tylko do nich – bo należy do ojczyzny, mogą teraz zamknąć pewien etap. Bardzo się cieszę, jeśli w jakikolwiek sposób przyczyniłem się do tego, by oddać bohatera swojej ojczyźnie. A za bohatera: „Wieczny odpoczynek…”.•

źródło: gosc.pl/agata puścikowska

Akcja, wydarzenie, plakat

37296703_1610304082414306_2178156161239351296_n

Z drugiego obiegu

Lektury Płońskiej Prawicy

slowianskie-dzieje-w-iext52594350
strach-opowiadania-kresowe-w-iext43251418

Okiem Mema